Doodler, czyli koszmar w San Francisco


Lata 60. i 70. ubiegłego stulecia były w rejonie San Francisco bardzo burzliwe. Rewolucja społeczna w postaci ruchu hipisowskiego pchnęła ku północnej Kalifornii osoby z całego kraju, reprezentujące różne narodowości, orientacje seksualne czy przekonania religijne. W ówczesnym chaosie miasto, jak zresztą cała Kalifornia, miało duże problemy z przestępczością. Znamy oczywiście wszyscy przypadek Zodiaka, który w 1971 r., po wcześniejszej potwierdzonej aktywności w okolicach Zatoki, zaatakował wreszcie w samej metropolii, zabijając taksówkarza Paula Stine'a. Kilka lat później jednak w mieście aktywny był inny seryjny morderca, człowiek, o którym nie mówi się tak dużo, a który zabrał życie prawdopodobnie nawet czternastu swoim ofiarom. Kim był Doodler i dlaczego go nie złapano?



Wszystko zaczęło się 27 stycznia 1974 roku (niektóre źródła podają także datę 24 stycznia). Ciało niezidentyfikowanego mężczyzny odnaleziono na jednej z plaż w San Francisco. Zwłoki leżały twarzą do góry i wykazywały oznaki "lekkiego" zesztywnienia pośmiertnego, co jasno świadczyło o tym, że od zabójstwa minęło kilka godzin. Ofiara miała łącznie 16 ran ciętych na klatce piersiowej, plecach oraz brzuchu. W momencie ataku była przytomna - miała ślady samoobrony (rany na palcach). Mężczyznę szybko zidentyfikowano jako Geralda Cavanaugha. Nie podano jednak jakichkolwiek informacji o nim poza tym, że w momencie śmierci miał 49 lat, był wyznania katolickiego oraz nigdy się nie ożenił. 
Następny atak Doodlera nastąpił w czerwcu. Tym razem ofiarą zabójcy padł Joseph Stevens - znany w mieście głównie przez pracę na scenie i odgrywanie ról kobiet. W momencie swojej śmierci był już jednak w większej mierze skupiony na komediach z podszyciem homoseksualnym. Znalazła go nieznana kobieta przy jeziorze Spreckles, niedaleko Presidio oraz mostu Golden Gate - został trzykrotnie dźgnięty, a w jego nosie oraz ustach znajdowała się krew. Według ustaleń koronera zmarł niedługo przed jego odnalezieniem. Poprzedniego dnia widziano jak wychodził z klubu oddalonego od miejsca śmierci o około siedem mil. Zdaniem policji Stevens mógł przyjechać do parku z zabójcą w samochodzie.
Około dwa tygodnie później znaleziono kolejne ciało. Zwłoki obywatela Niemiec Clausa Christmanna (31 lat) leżały na plaży przy Lincoln Beach, niedaleko miejsca, w którym zamordowano Josepha Stevensa. Tym razem napastnik był zdecydowanie bardziej agresywny - zadał ofierze trzy ciosy nożem w gardło oraz co najmniej piętnaście w korpus. Christmann był żonaty i miał dziecko, lecz znajdujące się w jego kieszeni kosmetyki do makijażu zdradzały "skłonności homoseksualne".  
Po raz pierwszy powiązano trzy morderstwa w całość. Wszystkie ofiary prawdopodobnie spotkały kogoś, kto namówił je do pojechania w odludne, zaciszne miejsce. Modus operandi za każdym razem było identyczne - dużo chaotycznych i brutalnych dźgnięć w korpus. Żadna z ofiar nie miała przy sobie jakichkolwiek dokumentów, przez co ich identyfikacja była utrudniona. Społeczność homoseksualistów w San Francisco była wyraźnie zaniepokojona i kolejne morderstwa tylko podsyciły atmosferę strachu w mieście.
Na kolejny potwierdzony atak trzeba było czekać niecały rok. W maju 1975 zwłoki Frederica Capina  (32 lata) odnaleziono na wydmie w okolicach parku Sterna. Po raz kolejny doszło do zasztyletowania, ofiara zmarła na skutek przecięcia aorty oraz innych ran ciętych serca. Ślady na piasku wskazywały na to, że sprawca przeciągnął zwłoki na odległość około sześciu metrów. Capin, weteran wojny w Wietnamie, kiedy to pełnił rolę sanitariusza, zidentyfikowany został przez odciski palców. 
Ostatnia "oficjalna" ofiara Doodlera to 66-letni Harald Gullberg. Jego ciało po około dwóch tygodniach od śmierci odnaleziono na terenie Lincoln Park. Nie nosił bielizny bądź ta została zabrana przez sprawcę. Po raz kolejny użyto noża, choć miałem pewne problemy ze znalezieniem dokładnej przyczyny śmierci - dużo wskazuje na to, że podcięto mu gardło. Gullberg, szwedzki emigrant, do dzisiaj jest obiektem wielu dyskusji - znacznie odbiegał wiekiem od pozostałych ofiar, a także po raz pierwszy zaistniała ewentualność, że ofierze ukradziono coś więcej niż tylko dokument tożsamości.
Około pięć miesięcy po ostatnim ataku Doodlera policja San Francisco opublikowała portret pamięciowy, który jest widoczny na samym początku tekstu. Opisano go jako "czarnoskórego, w wieku 19-22 lat, około 180 cm wzrostu, o szczupłej budowie". Miał często odwiedzać bary i restauracje w okolicach dzielnicy Castro. Według profilera zabójca był "cichy i poważny, dobrze wykształcony i z ponadprzeciętnym ilorazem inteligencji, prawdopodobnie student sztuki". Całkiem możliwe, że miał  problemy z deklaracją własnej orientacji seksualnej. Jego przydomek - Doodler - miał się wziąć od rysowania karykatur jego ofiar, którymi prawdopodobnie zachęcał je do rozmowy w barach i klubach. Jak wspomniałem na wstępie, istnieje możliwość, że ostateczna liczba ofiar zabójcy sięgnęła nawet czternastu lub więcej, oficjalnie potwierdzono jednak tylko pięć.
Co istotne, co najmniej trzy osoby przeżyły atak Doodlera. Wówczas homoseksualiści byli jednak regularnie poniżani i często nawet bici. Zdecydowana większość z nich miała swoje rodziny, często zajmowała też wysokie stanowiska, przez co coming-out nie wchodził w rachubę. Znacznie utrudniło to śledztwo, ponieważ świadkowie oraz ocalali nie chcieli zeznawać. Zapewnienia policji o tym, że wszystko pozostanie tajne, nie przynosiły większych rezultatów. Zaczęły się szerzyć plotki m.in. o tożsamości trójki ocalałych: pierwszy miał być europejskim dyplomatą pracującym w Stanach, drugi znaną na cały kraj osobowość telewizyjną, a trzeci - człowiekiem bardzo rozpoznawalnym w San Francisco. Według prasy, dyplomata miał zaprosić Doodlera do swojego apartamentu, gdzie ten dźgnął go sześć razy i opuścił lokum myśląc, że "zrobił swoje". Nie mamy żadnych informacji odnośnie osoby z telewizji, ostatni ocalały zaś miał wyjechać z miasta i nie odpowiadać ani na telefony, ani na listy. 
Bez zeznań nie można jednak nikogo skazać. Policja znalazła podejrzanego, który pasował do rysopisu, dokonano także jego przesłuchań i istnieje dość silne przekonanie, że osoba ta faktycznie mogła być zabójcą. Aby wnieść oskarżenie potrzebowano jednak sądowych zeznań ocalałych oraz świadków, co, jak nietrudno się domyślić, okazało się niemożliwe. Według prasy, policja miała rozmawiać także z psychiatrą zajmującym się Doodlerem, ten z kolei powiedział im, że jego pacjent przyznał się przed nim do popełnienia morderstw. Wszystko to jednak doniesienia ówczesnej prasy i ciężko dziś zweryfikować źródła, tym bardziej, że policja wciąż odmawia udzielania jakichkolwiek informacji ze względu na trwające śledztwo.


Sprawa Doodlera jest szerzej nieznana - utonęła gdzieś w powodzi bardziej znanych zabójców jak Berkowitz czy Zodiak. Czy zasługuje na uwagę? Jak najbardziej. Wiele wskazuje na to, że morderca miał liczne zaburzenia na tle seksualnym, całkiem prawdopodobne jest, że sam był homoseksualistą i nienawidził tego w sobie. Miejmy nadzieję, że w obliczu rozwiązania tak wielu starych spraw w ubiegłym roku, 2019 będzie równie udany i poznamy niektóre z odpowiedzi, w tym także na pytanie kim był Doodler. W lutym tego roku doszło do małej reaktywacji sprawy. Opublikowano portret, na którym widnieje prawdopodobny dzisiejszy wizerunek Doodlera. Ogłoszono także nagrodę w wysokości 100,000$ za podanie informacji prowadzących do aresztowania zabójcy. Brytyjska firma "Ugly Ducking Films" zajmuje się także produkcją filmu dokumentalnego o sprawie. Czy przyniesie on jakieś nowe fakty? Czy pomoże w rozwikłaniu zagadki sprzed ponad czterdziestu lat? Miejmy taką nadzieję. 

Artykuł powstał oparty w większości o pracę Elona Greena "The Untold Story of the Doodler Murders". 

Komentarze