BTK cz. 1 - 1974



Wśród środowisk skupiających się wokół zagadnień związanych z seryjnymi zabójcami przyjęło się, że tylko dwie rzeczy mogą powstrzymać takowych przestępców przed popełnianiem kolejnych zbrodni: śmierć albo uwięzienie. Coraz więcej jednak dowodów na to, że seryjnego mordercę przed kolejnymi atakami może powstrzymać coś innego niż wymieniona dwójka, a Dennis "BTK" Rader jest tego żywym przykładem.
Choć urodził się w Pittsburghu, praktycznie całe życie z małymi przerwami spędził w Wichita w stanie Kansas. Najdłuższą z tych przerw była służba w amerykańskich siłach powietrznych, których to rekrutem będąc zjeździł cały świat, od Japonii, przez Koreę aż po Grecję i Turcję. Po powrocie zdobył dyplom z elektroniki oraz, nieco później, także licencjat z administracji sądowniczej. Następnie przez około czternaście lat pracował w firmie ADT, która zajmowała się montowaniem systemów alarmowych w domach (co zresztą pokazano w krótkich scenach w pierwszym sezonie "Mindhuntera"). To właśnie pracując w tej firmie Rader nabył umiejętności, które pomogły mu w późniejszej działalności przestępczej (zabijać zaczął w styczniu 1974, pracę w ADT zaś w listopadzie tego samego roku).
Od czego się zaczęło? Przy swoim pierwszym ataku 15 stycznia 1974 Rader zabił całą czteroosobową rodzinę, choć, jak sam twierdził podczas procesu, dużo poszło nie po jego myśli. Rodzina Otero liczyła cztery osoby - ojca Josepha, matkę Julie, oraz 9-letniego Josepha Juniora i 11-letnią Josephine. Rader nie spodziewał się obecności ojca w domu i był przygotowany na konfrontację tylko z matką oraz dwójką dzieci. Przeciął kabel telefoniczny i wszedł przez tylne drzwi domu (miały one zostać otwarte niedługo wcześniej przez Josepha Juniora, który wypuszczał psa na dwór). Rader przyznał, że planował pewne kroki, ale zaraz po wejściu do domu "stracił nad sobą kontrolę". 
Wziął całą czwórkę na celownik i skłamał, że jest poszukiwany przez policję. Zabrał ich wszystkich do sypialni i związał, po czym wywiązał się pomiędzy nimi krótki dialog - proponowali mu pieniądze, samochód i jakąkolwiek pomoc, jaką mogliby mu zaoferować. Wtedy Rader zorientował się, że jego twarz jest odsłonięta - nie miał na sobie ani maski, ani kominiarki. W tej właśnie chwili podjął decyzję o zabiciu całej czwórki.

Rodzina Otero: od lewej Joseph, Julie, Josephine i Junior.

Sam przebieg opisał bardzo szczegółowo podczas procesu. Nałożył plastikową torbę na głowę  ojca, Josepha Otero, i obwiązał ją sznurem, ale nie spowodowało to jego śmierci - zdołał rozerwać torbę. W tym czasie Rader dusił matkę, Julie Otero, ale nie miał jakiegokolwiek doświadczenia w robieniu tego i jej również nie dał rady zabić od razu - jak się później okazało, jedynie straciła przytomność. W sypialni zapanował chaos - wszyscy zaczęli panikować i Rader musiał działać szybko.
Dusił córkę, Josephine, aż do jej nieprzytomności, po czym założył synowi, Juniorowi, torbę na głowę. Zaraz po tym ocknęła się Julie i błagała o to, aby ocalił jej syna. Rader udusił ją, tym razem już powodując śmierć, po czym wrócił do Josepha, nałożył na jego głowę t-shirt oraz kolejną torbę, w wyniku czego ten po pewnym czasie zmarł. Następnie wziął Juniora, nałożył na jego głowę koszulkę (bądź inny kawałek materiału), po czym przeniósł do innej sypialni, gdzie chłopiec zmarł. Na sam koniec zabrał Josephine do piwnicy i powiesił ją (była półnaga w momencie odkrycia przez policję, sam Rader zaś przyznał podczas procesu, że po powieszeniu "miał pewne fantazje"). Po wszystkim zabrał pewne rzeczy osobiste ofiar: zegarek Josepha oraz radio. Posprzątał dom, po czym wziął samochód i odjechał.
Zabójstwo to wstrząsnęło Wichitą, która do tej pory nie miała do czynienia z żadnym "większym" zabójcą. Można też mieć niemal pewność, że ta czteroosobowa rodzina była początkiem przestępczej działalności BTK i nie zabił on wcześniej nikogo - widać to po widocznych trudnościach, jakie miał przy uśmiercaniu ofiar. W trakcie procesu przyznał, że nigdy nikogo nie dusił i nie miał pojęcia jak długo należy to robić, aby kogoś zabić, miał także widoczne trudności z planowaniem swoich zbrodni, choć stalkował rodzinę Otero dość długo - przyznał przed sądem, że nie byli przypadkowymi ofiarami.
Kolejny pokaz swoich wątpliwych umiejętności Rader dał 4 kwietnia 1974 podczas ataku na Kathryn Bright. Po raz kolejny ofiara została wybrana wcześniej, po raz kolejny też BTK włamał się do jej domu i po raz kolejny został zaskoczony obecnością dodatkowej osoby - brata Kathryn, Kevina Brighta. Wcisnął im tą samą historię, co rodzinie Otero - że jest poszukiwany, głodny, potrzebuje auta - tylko po to, żeby nieco ich uspokoić. Kazał Kevinowi związać swoją siostrę (co zresztą później miało przynieść konsekwencje), skrępował samego Kevina i przeniósł jego siostrę do innego pomieszczenia.

Kathryn Bright

Kiedy wrócił i próbował dusić brata, wywiązała się między nimi bójka. Kiedy zaczął zaciskać pętlę na jego szyi, ten zdołał uwolnić się z więzów i poderwał się z podłogi. Rader postrzelił go (miał przy sobie dwa pistolety) w głowę. Pomyślał, że strzał był śmiertelny, i wrócił aby udusić Kathryn. Tam również więzy okazały się za słabe i dziewczyna uwolniła się, po czym wywiązała się między nią a Raderem szarpanina. Zaczął ją dusić i kiedy myślał, że prawie już ją ma, usłyszał dźwięki dochodzące z pokoju obok. Wrócił do Kevina i podjął kolejną walkę, w której prawie został postrzelony (miał magnum przy ramieniu i ofiara prawie zabrała mu ten pistolet). Rader zdołał uderzyć Kevina i oddał drugi strzał, ponownie myśląc, że jest to strzał śmiertelny. Wrócił do Kathryn i raz jeszcze próbował ją udusić, ale nie przynosiło to żadnego skutku. Utracił panowanie nad sobą i użył noża - dźgnął ją 11 razy w brzuch i plecy. Kiedy uznał, że ofiara jest martwa, chciał wrócić do jej brata, ale w tym samym momencie usłyszał, że ten ucieka. Otworzył drzwi frontowe i biegł ulicą. Rader uznał, że "ma kłopoty". Posprzątał to, co się dało, po czym próbował odpalić auto ofiar, ale bez skutku. Pobiegł więc do własnego samochodu i zbiegł.
To podczas przyznawania się do zabójstwa Bright Rader pierwszy raz użył słowa "projekt" w odniesieniu do ludzi, których zabił. Później wyjaśnił, że "projekt" w jego świecie oznaczał właśnie potencjalne ofiary - miał ich dużo, a jeśli któryś z jakichś powodów nie wypalił, zabierał się za drugi. Jeździł całymi dniami po ulicach miasta i wybierał osoby, które jego zdaniem nadawały się do zabicia. Jeśli był tego pewien, zaczynał je stalkować. W końcu wybierał jakąś noc, włamywał się do domu i albo czekał na powrót ofiary do domu, albo od razu przechodził do działania. Trzeba też jednak powiedzieć otwarcie, że te dwa pierwsze ataki były niezwykle chaotyczne i poszły nie po jego myśli, wyszedł brak doświadczenia i złe planowanie.
W październiku 1974 Rader wysłał pierwszy list, w którym to opisał przebieg zabójstwa rodziny Otero, użył także skrótu BTK w kontekście swojego modus operandi - "bind them, torture them, kill them" (związać, torturować, zabić), co automatycznie zostało podłapane przez policję i właśnie takim pseudonimem zaczęto nazywać dusiciela z Wichity. Profil psychologiczny opracowany przez lekarzy na podstawie listu twierdził, że sprawca ma fetysz zniewalania i wiązania, że to wywołuje u niego seksualną reakcję. List był napisany z wieloma błędami i początkowo policja myślała, że są one popełniane celowo dla zmylenia śledczych, ale, jak się później okazało, powód był zupełnie inny.
To tyle jeśli chodzi o pierwszą część tekstu. Planuję jeszcze dwie - następna będzie opowiadać o pozostałych zabójstwach Radera oraz jego dalszej korespondencji, ostatnia zaś podsumuje jego działalność oraz opisze wpływ sprawy na najbliższych BTK, jak i całe miasteczko Wichita. Publikacja już niedługo!


Komentarze